Nie pomylę się chyba, mówiąc, że ciężko jest dziś być singlem. Widząc wszędzie zakochane i szczęśliwe pary, można oszaleć z zazdrości. Czasami bycie samemu jest wręcz otwarcie piętnowane. Na przykład moja babcia kiedyś ciągle pytała: „Kiedy ty se w końcu jakąś dziewuche znajdziesz? Ni można tak żyć bez sensu, szukaj jakiej, może się trafi” Z kolei mama mówiła: „Nie bądź takim dzikusem, w Twoim wieku powinieneś chodzić na imprezy i poznawać dziewczyny, wyjdź z domu!” Tylko że ja nie chciałem mieć dziewczyny, bo uwielbiałem samotność.

Mi było dobrze tak, jak było. Byłem szczęśliwy. Uznałem, że jak zechcę, to przecież znajdę. Ale wszyscy się czepiali, że powinienem JUŻ SIĘ ŻENIĆ kurde, może nawet dziecko zrobić i dom zbudować. Niemal z całego swojego otoczenia notorycznie dostawałem komunikat: albo jesteś w związku, albo jesteś do niczego!

Do pewnego stopnia zacząłem w to wierzyć. Aż poczułem się gorszy od wszystkich zakochanych ludzi, bo uznałem, że bycie samemu jest jakieś nienaturalne. Niewłaściwe. Niefajne. Po prostu wmówili mi do głowy bzdurę, która mogłaby zaważyć na moim życiu (ba, na sto procent by zaważyła), gdybym bardziej te słowa wziął do serca i na serio poszedł na dyskotekę wbrew sobie, tylko po to, żeby błagać jakąś Karynę z remizy o rękę. „Hej mała, jestem desperatem, wyjdziesz za mnie?”. Może jakaś by się zgodziła, no i co wtedy? Przejumane do końca życia.

Dziś, patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, wiem, że bycie singlem ma mnóstwo zalet. I nie mówię tego jako „forever alone” który musi się pocieszyć. Znalazłem dziewczynę! (mama była w szoku!)

W sumie to dziewczyna sama się znalazła. Nic nie forsowałem, płynąłem z nurtem życia, no i wszystko pojawiło się tak nagle, naturalnie. Jak w komedii romantycznej.

W sumie moje życie to komedia, więc się zgadza. Ale wracając- pomyślałem sobie- „Mam gdzieś wasze gadanie. Trafi się dobry materiał na żonę, to ją zdobędę. Na razie nie muszę niczego wam udowadniać. Nie sztuka ustawić nisko poprzeczkę i poderwać kogoś dla samego podrywu.
Sztuką jest samemu wiedzieć, co będzie dla nas najlepsze. ” I właśnie do tego zmierzam- gdybym na siłę szukał jakiejś potencjalnej żony, najpewniej obrałbym za cel „pierwszą lepszą” i potem nie był z nią szczęśliwy. Ale uznałem, że nie ma co wymuszać.

Trzeba cierpliwie czekać, podejmować pewne kroki w celu poznania potencjalnej kandydatki, ale z drugiej strony podejść do tego na luzie, o nic się nie spinać. Bo wiesz, to nie działa tak, że będziesz biernie czekać kilka lat i mówić sobie „a kij z tym, jak ktoś zechce, to sam mnie poderwie.” Wykazuj inicjatywę i działanie.

Nie można wpadać w skrajności i np. siedzieć na tyłku, czekając, aż biały rycerz sam się zjawi, ani też patrząc na drugą stronę medalu, nie powinno się podrywać wszystkich na raz i robić z tego jakiejś misji, od której zależą losy świata. Rób to powolutku, z wyczuciem. Pracuj nad sobą, udoskonalaj swoje ciało przez ćwiczenia i charakter przez szlifowanie swoich zalet i niwelowanie wad, a Twoje szanse wzrosną.

Ale tak jak mówiłem- nie napalaj się na nic, miej duży dystans i jeśli po drodze do sukcesu pojawią się porażki- uznaj je w zasadzie za znak, że wygrywasz, bo nie boisz się podejmować działania. Wszystko przychodzi w swoim czasie. Nie zmuszaj się do czegoś, na co kompletnie nie masz ochoty.

No ale z drugiej strony wartałoby jednak uczyć się dobrej gadki i zaczepiać jakieś kobiety na ulicy, tak dla praktyki. To nie to, że nie chcesz. Ty się po prostu boisz. A strach można przy odpowiedniej motywacji pokonać. Wyjdź ze strefy komfortu, gdy czujesz, że to już moment, w którym chcesz zmienić swoje życie, a nie wtedy, gdy mama Ci każe. Bądź jak cholerna gąsienica, która w końcu wchodzi w kokon i wychodzi z niego jako motyl. Mów otwarcie o uczuciach i nie bój się być naturalny (albo naturalna, nie wiem, czemu non stop zwracam się do męskiej części czytelników.), ale też uważaj, żeby nie wyjść na desperata. Bo jeśli jesteś takowym i za bardzo Ci zależy, ta druga osoba wyczuje to na kilometr i Cię spławi. Umiar człowieku. Umiar we wszystkim.

Okej, zmierzając do sedna- Jeśli masz momentami takie myśli, że z Tobą jest coś nie tak albo że koniecznie musisz udowodnić mamie, że nie jesteś gejem, bo Cię ukamienują- puknij się w czoło i wyrzuć te zakichane bzdury z umysłu.

Chcę się w tym artykule podzielić moimi przemyśleniami ze wszystkimi osobami, które czują się samotne i im z tego powodu źle. Nigdy nie dajcie się przydusić społecznym oczekiwaniom i nie twórzcie związku na siłę albo ze strachu przed samotnością. Taki związek jest do kitu, uwierzcie mi. Cieszcie się na razie swoją wolnością i głowa do góry. Przedstawiam wam cztery zacne zalety bycia singlem.

Niezależność

Chyba najdziwniejsze w tworzeniu relacji jest to, że w pewien sposób nas ona ogranicza, a my i tak jej pragniemy. Będąc singlem, jesteś tygrysem w dżungli. Dzikim. Wolnym. Możesz mieć dosłownie wszystko w d… W nosie. Aż tu nagle BOOM, stało się, jesteś zakochany. Wkopałeś się chłopie po uszy. Albo dziewczyno.

Od chwili, gdy się w kimś zabujasz, stajesz się jakby niewolnikiem uczuć. Nie mówię tego oczywiście w negatywnym świetle, ale używam lekkiego „przesadyzmu” żeby to ciekawie zobrazować. Hormony w Tobie buzują. Od tej pory niemal każde Twoje działanie jest skoncentrowane ma tym, by zdobyć uwagę tej konkretnej osoby i ją oczarować.

Zachowujesz się niemal jak heroiniarz, który zrobi wszystko, żeby mieć kasę na kolejną działkę. Tylko że miłość jest oczywiście pięknym narkotykiem i nie ma nic złego w ćpaniu jej. Ba, badania pokazują, że może nawet przedłużać życie. Ale nie ma nic za darmo- miłość, to oprócz euforii i błogiego spokoju również utrata pewnej części swojego dawnego życia. Będąc z kimś w związku, nie jesteś już samodzielnie myślącym człowiekiem.

Uwierz, że ona lub on wywrze na Ciebie większy, lub mniejszy wpływ, czy tego chcesz, czy nie chcesz. Istnieje pewne porzekadło, które mówi, że tak naprawdę jesteś sumą kilku (nie pamiętam dokładnie ilu, wybaczcie mej leniwej pamięci) osób, z którymi spędzasz najwięcej czasu. W związku szczególnie wyraźnie to widać. Kiedyś byłem skrajnym introwertykiem. Moja dziewczyna jest ekstrawertyczką. Dziś jestem gdzieś na środku skali. Bo widzisz, relacja to ciągle chodzenie na kompromis. Moja A lubi siedzieć do późna w nocy, ja wolałem wstawać wcześnie rano i kłaść się wcześnie. Ale to też musiałem zmienić. Żeby żyło nam się lepiej. Ona z kolei piła dużo alkoholu, co nie podobało się mnie, więc przestała. Ja jarałem mnóstwo zioła. Dla niej- zmniejszyłem częstotliwość tegoż społecznie potępionego procederu do jednej kuracji dymnej na miesiąc. Widzisz, zmiany w związku są nieuniknione. Jeśli są to zmiany na lepsze, jak na przykład odstawienie używek, czy wyuczenie nowych cech, których Ci brakowało- super, wiedz, że to będzie związek z przyszłością. Jeśli natomiast widzisz, że zmieniasz się na gorsze- uciekaj. Serio. Spier***aj jak najszybciej, bo miłość polega na wznoszeniu się na wyżyny, a nie ciągnięciu w dół. Tak więc, reasumując ten podpunkt- związek to wspólnie decyzje, wspólne życie, zespolenie dusz. Ma to swój urok. Ale zabiera Ci cząstkę wolności. Ciesz się nią, póki trwa.

Czas wolny

Pamiętam, jak mogłem kiedyś chodzić na siłownię, o której godzinie chciałem. Pamiętam, że mogłem po pracy walnąć się prosto do łóżka i spać nawet do 22, a potem wstać, zjeść i znowu iść spać. Pamiętam, że czytałem kiedyś mnóstwo książek, a teraz robię to rzadko, bo mam mało czasu. Widzisz, wszystko, co piękne, wymaga włożenia w to wysiłku. Jeśli myślisz, że jak już masz dziewczynę, to jesteś człowiekiem sukcesu- mylisz się. Będziesz nim, gdy sprawisz, że ta dziewczyna z Tobą zostanie do końca życia.

Oczywiście może być różnie, czasem po prostu źle trafisz i może nie będzie chciała długiej, poważnej relacji. Ale jeśli będzie- masz być dla niej najlepszym facetem pod Słońcem, czaisz? Często popełniamy ten błąd, że nie doceniamy tego, co mamy. Nie dbamy o to. Bajki Disneya wmówiły Ci, że kocha się raz na zawsze, pomimo wszystko i bez względu na okoliczności? Guzik prawda. Jeśli ktoś Cię pokochał, musiał mieć do tego bodziec. Przecież nie zakochujesz się nagle w każdym człowieku mijanym na ulicy, tylko w kimś, kto oczaruje Cię aparycją, mową albo charakterem. Więc nie bądź Januszem i nie zaniedbuj swojej kobiety, jak już ją znajdziesz wśród tłumu anonimowych twarzy. Smutne jest to, że część facetów spędza całe dnie na kanapie, nie myśląc nawet o tym, jakby tu wspólnie spędzić miło czas, co zrobić fajnego, jak zabić rutynę, jak uszczęśliwić swoją damę. A potem się dziwią i narzekają „Kurła, jak ona mogła do somsiada odejść, tego cymbała?! Co łon ma, czego nie mom ja?!”

Posiadanie drugiej połówki powinno być dla Ciebie kwiatem, który musisz pielęgnować. To wymaga czasu i energii. Chyba już dość obszernie Ci wyjaśniłem dlaczego. Bo po prostu będziesz cipa, a nie facet, jeśli nie zadbasz o osobę, którą kochasz. Oczywiście pań też się to tyczy, wy również powinnyście wkładać energię w utrzymanie związku, tylko nie róbcie tego zbyt jawnie, bo wam się partner rozleniwi. Na razie jednak, jeśli jesteście sami, wiedzie, że macie mnóstwo czasu na swoje pasje, albo na to, by je znaleźć. Robicie, co chcecie, o której godzinie wam się podoba. I to jest super.

Brak zmartwień

Związek to nie tylko kolorowe kwiatuszki i tęczowe kucyki tańczące po łączce szczęścia. Miłość to również łzy, stres, kłótnie i nieporozumienia. Oczywiście im dojrzalsi emocjonalnie jesteście, tym mniej będzie takich złych momentów. Ale nie nastawiaj się nawet na to, że wszystko pójdzie gładko. Niektórzy z nas zakochają się nieszczęśliwie i będą ronić łzy. Inni zostaną oszukani. Jeszcze inni trafią na osoby toksyczne. Życie czasem daje w kość. Ale trzeba się podnieść i nie dawać mu się pokonać. Nie dawać mu zgasić w nas płomienia nadziei. Nawet jeśli uda Ci się znaleźć właściwą osobę, najpewniej od czasu do czasu któreś z was powie lub zrobi coś nie tak i wybuchnie kłótnia. Im więcej różnic w waszym postrzeganiu świata, tym dłużej musicie „szlifować” wspólnie swoje charaktery, by dojść do momentu, w którym będziecie nadawać na tych samych falach. Im więcej między wami barier, tym więcej kompromisów musi nastąpić, byście wreszcie się w pełni rozumieli. Czasem w związku są kryzysy.

Wiele razy płakałem przez moją ukochaną, wiele razy bałem się, że ją stracę. Wiele razy traciłem. A razem z nią sens całego życia. Chłopie, przekichane. Czasem żałowałem, że w ogóle mam uczucia. No ale koniec końców nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Miłość to emocjonalny rollercoaster. Jeśli nie jesteś gotowy na ostrą jazdę, może lepiej na razie do niego nie wsiadaj. Mówią, że im więcej masz, tym więcej możesz stracić. A skoro dana osoba jest dla Ciebie całym światem, stawka jest bardzo wysoka.

Niekiedy boję się różnych czarnych scenariuszy, niekiedy muszę ostrożnie stąpać, by niczego nie spierniczyć, czasem martwię się bzdurami, bo tak bardzo mi na niej zależy, że tracę zdolność logicznej analizy sytuacji. Ty nie masz tego problemu. Nie musisz też czuć wyrzutów sumienia, gdy osoba, którą kochasz, rozpłacze się, bo coś źle powiedziałeś. Nie musisz się domyślać, czemu jest zła. Nie musisz robić głębokich oddechów, gdy Cię czymś zdenerwuje. Nie musisz bezsennie spędzać nocy, myśląc o niej. Masz proste życie. Fajne, lekkie i bez większych dramatów. To dobry powód do szczęścia, mam rację?

Szansa na samodoskonalenie

Tak jak pisałem w poprzednim punkcie- zdarzają się faceci, którzy mają wy**bane. Najgorsze jest to, że ich kobiety zaczynają się bardziej starać, żeby zalepić luki w związku, a taki delikwent siedzi i sączy piwo. Okropne. Bo widzisz, przed wejściem w poważny związek masz motywację. Wiesz, że jeśli nie będziesz o siebie dbać, nie masz szans u wartościowej i atrakcyjnej osoby. Ale jak już ją zdobędziesz, czasem spoczywasz na laurach. „A kij z tym, zapuszczam brzuch, przecież ode mnie nie odejdzie, he he! Halina, po co pakujesz walizki? Halina?!”

Moim zdaniem jedną z najlepszych rzeczy w byciu wolnym jest to, że możesz non stop nad sobą pracować. Udoskonalać się. Związek niejako wymusza na Tobie zmianę w określonym kierunku. Na przykład, jeśli ona kocha pięć swoich psów, też musisz je pokochać. Co, wolisz koty?! Jak możesz?! Dla własnego dobra polub jej psy! Jeśli na przykład lubi jakiś serial, nie ma bata, że nie będzie chciała go z Tobą obejrzeć. Jeśli Ty lubisz grę w bingo w klubie dla seniorów, pewnie też ją tam zabierzesz. Są to zmiany neutralne, normalna kolej rzeczy, że podłapiesz pewne nawyki osoby, którą kochasz.

Natomiast jeśli jesteś singlem, sam wyznaczasz sobie drogę rozwoju. Możesz bez skrępowania spędzić cały dzień, medytując, układając domki z kart albo organizując protest przeciwko potrącaniu jeży. Cokolwiek chcesz. Spełniaj swoje marzenia i spraw, niech każdy dzień będzie arcydziełem. Potem gdy znajdziesz swoją drugą połówkę, nie będziesz mieć aż takiej swobody działania. No, chyba że trafisz na ideał.

Bycie samemu również uczy, że tak to ujmę, samodzielnego kształtowania swojego szczęścia. Część osób ma tak, że ich nastrój zależy od ludzi postronnych. „Och, powiedział mi komplement. Teraz cały dzień będę szczęśliwa!” albo „No nie, ta marchewka z solarium się śmiała, że jestem blada. Teraz będę zła jak osa!” Jeśli jesteś singlem, wiesz, bardziej lub mniej świadomie, że swoje życie masz we własnych dłoniach. Twoje szczęście zależy tylko od Ciebie.

Nie masz wahań emocjonalnych, jesteś stabilny jak posąg Jezusa w Rio. Jak to mówią:” Żeby ktoś mógł Cię pokochać, wpierw musisz kochać samego siebie.” Czy coś w tym stylu. Więc potraktuj okres samotności jako szansę do pokochania siebie. Zrozumienia swoich uczuć. Stawiania się z każdym dniem lepszą wersją siebie. Stare mądre porzekadło mówi:, „Jeśli chcesz złapać dobrą rybę, wpierw upleć dobrą sieć.” Na co więc czekasz? Korzystaj z tej wolności i rób swoje. Realizuj się. Wyznacz sobie cele. Bądź ambitny. Kiedy już staniesz się ideałem, podziękujesz mi, że napisałem ten artykuł. Miłego dnia i niech moc będzie z Tobą!